sobota, 10 listopada 2012

Powrót i "Dlaczego słońce nie jest zielone?"

       Po prawie rocznej przerwie wracam do częstszego pisania na blogu, przez ten czas głównie zajmowałem się pisaniem, ale tylko na papierze. No ma to swoje dobrze i złe strony. Jestem zwolennikiem listów pisanych, ale gdy nadchodzi czas kiedy trzeba przepisać to na komputer to niema ani siły ani skryby.

To dla ponownego pisania tali mały wywód psychologiczno - filozoficzny.

Dlaczego słońce nie jest zielone?

Czyli nastawienie ludzi do własnego życia,
 oraz motywacja w „ciemności”.

W jakich najprostszych słowach można opisać swoje własne nastawienie w różnych dziedzinach naszego życia? Można byłoby zacząć ten w „pseudofilozoficzny wywód”, „rozprawę o…”, „manifest epokowy” od definiowania po kolei każdego problemu. Następnie jak inni filozofowie i myśliciele mówili, pisali oraz dawali rady, pomysły, swoje własne rozwiązania i odczucia na dane problemy. Lecz jaki byłby z tego pożytek?  Kolejna praca o tym jak „dobry wujek radzi”, poprawia, a nawet szkodzi. Czy nie warto by się posunąć trochę dalej, głębiej? A może tak zacznę „zbawianie” całego świata i naprawiania całego światowego zła od jego największego sprzymierzeńca oraz najwytrzymalszej twierdzy? Tak mam na myśli nas samych.
Teraz się skupmy i zastanówmy jak my się przyczyniamy do tego zła w naszym codziennym życiu. Naszym bytowaniu na tej ziemi, każdym naszym kroku, ruchu, oddechu. Ułamku czasu, na każdej sekundzie naszego życia, w którym my czynimy zło albo je zwalczamy. Wiadome jest z praw fizyki, że każda akcja ma swoją reakcje, lecz zapominamy już o tym, że tak reakcja w pewnym sensie przestaje nią być, a staje się akcją. Tworząc kolejne ogniwa w łańcuchu zdarzeń i relacji pomiędzy obiektami oraz ogniwami A i B. 
Czy kiedykolwiek się zastanawialiście nad konsekwencjami swoich czynów i działań nawet tych niewielkich. Prosty przykład ustępujecie miejsca autobusie starszej osobie, jaki z tego efekt?

  1. Robimy to dla lepszego samopoczucia. Brzmi to nieco egoistycznie, ale taka jest prawda. Czujemy się lepiej oraz lepszymi ludźmi pomagając innym słabszym, bądź silniejszym od nas samych w życiowych problemach i niesnaskach.
  2. Starsza osoba nabiera optymizmu i szacunku do młodej osoby. Podaje informacje
    o tym, że „młodzi ludzie są wychowani oraz pomocni”. Następnie informacja ta wędruje dalej w głąb łańcucha. Przez co w dalszych ogniwach łańcucha zdarzeń
    i wiadomości powoduje  ona większą przychylność starszych osób, ale nie tylko do młodych ludzi. A to wszystko tylko temu małemu na pozór nic znaczącemu twojemu gestowi ludzie są bardziej przychylni oraz skorzy do pomocy i wspierania ciebie oraz twoim rówieśników waszych planów, pomysłów, inicjatyw, inwestycji.
  3. Jako społeczeństwo obserwujemy co robią inni jeśli widzimy korzyści oraz dobrą energię płynącą z tego co czynią inni to również „małpujemy” (co znaczy powtarzamy) ich czynności. I jeśli jedna osoba coś pokaże piętnastu innym, a potem trzy osoby z tej grupy to zmałpuje to grono osób do których dana czynność dojdzie zwiększa się przez co coraz więcej ludzi to czyni. Przez co my wpływamy na pozytywne relacje i dobro tego świata. „Zbawiamy” go tylko jednym małym gestem.
Lecz niestety w drugą stronę też to działa. Jeśli pokażemy zły przykład inni też mogą go powtórzyć. Przez co zło się poszerza i tak dalej doprowadza do chaosu i różnego rodzaju zaburzeń relacji i funkcjonowania społeczeństwa i schematów etc..
            Dlatego też nasuwa się wniosek, by zbawiać i naprawiać świat zaczynając od samego siebie. No, bo jaki jest sens naszego działania „zewnętrznego”, jeśli sami we swoim własnym otoczeniu i wnętrzu źle czynimy oraz dajemy zły przykład dla ludzi. I na tym można byłoby pozostać, głosić tezę „zbawiaj świat zaczynając od samego siebie”, ale czy taki jest naprawdę sens. Czy jednak jest jakiś głębszy sens współistnienia zła i dobra, złych ludzi i dobrych. Można dać się również ponieść temu nurtowi i dzielić ludzi na rasy, rodzaje. Odnosząc się do filozofii rasizmu, nazizmu, czy filozofii Niczego. Ludzie dobrzy, źli i nadludzie zajmujący się „zbawianiem” świata i kreowania go według własnego gustu i pomysłu. Ale czy to by było tak naprawdę dobre? Czy odczucie oraz umiejętność odróżniania dobra od zła jest obiektywna, czy może subiektywna?
Jak można zauważyć wystarczy postawić małe, krótkie pytanie, a ile odpowiedzi pomysłów si e na zbierało. Zauważyć można jak wielu już „wujków dobra rada” próbowało rozwiązać ten problem na swój specjalny oryginalny sposób. Lecz niestety tworzyli przy tym kolejne zło. Ich błędem jest to, że zaczynali działać globalnie na wszystkich od razu zamiast zacząć u fundamentów, czyli lokalnie. Co ma się rozumieć przez tą tezę? Trzeba tu zauważyć jak wielkie ma znaczenie działanie małymi kroczkami, na nie wielkim obszarze „problemu” oraz kontynuować go sukcesywnie i systematycznie na coraz większym i większym obszarze (obszarach). Niwelować jego negatywny wpływ na nas samych. Następnie nasze najbliższe otoczenie, a dopiero na końcu u innych i świecie. Owszem nie należy to do najłatwiejszych rzeczy, trzeba przy tym się skupić i ciężko, bądź nie w kółko powtarzać daną czynność, by się poprawić. Można to porównać do treningu czy to fizycznego albo umysłowego jaki każda osoba może prowadzić na kursach, szkoleniach albo w domowym zaciszu, indywidualnie. Ćwicząc i powtarzają nabierasz dobrych nawyków przez co sam się poprawiasz i w dalszej konsekwencji poprawiasz otoczenie i tak dalej. I tu liczy się nasza motywacja. Nagle rodzi się pytanie skąd ją czerpać?  Odpowiedź jest prosta, a wręcz dziecinnie łatwa z naszego wnętrza. Stawiaj sobie cele na każdy dzień. Nie jakieś tam wygórowane od razu, tylko jakiś na przykład „dziś nie zjem nic słodkiego”. Dzień się kończy, a ty zdobywasz poczucie spełnienia, co prowadzi do rozwoju twojej automotywacji i chęci stawiania sobie coraz wyższego progu. Owszem trzeba pamiętać, że może się zdarzyć dzień w którym nie osiągniesz tego celu i powstaje antymotywacja, którą TY musisz szybko zwalczyć kolejnym celem i wszystkich sił chcieć go osiągnąć. I tak się co dzień nakręcać aż po jakimś czasie zauważysz, że małe kroczki codziennie dają lepszy efekt niż jeden krok raz na jakiś czas.
Tą małą „rozprawę filozoficzną” nad zakończę jednym zdaniem.

„Zacznij od siebie samego,
 a potem działaj lokalnie,
a na końcu globalnie.”

wtorek, 1 listopada 2011

Jak określić przyjaźń w XXI wieku?


Jak określić przyjaźń w XXI wieku?

            Czym dla nas we współczesnym świecie jest przyjaźń? Czy jest ona dla nas jedną z cnót, jak to ją nazywał Arystoteles? Czy jest to nasz rodzaj psychoterapii ? Jak można określić przyjaźń w tym 21 wieku? O ile tak owa istnieje?

       Najlepiej jest zajrzeć do encyklopedii i sprawdzić czym ona jest, bądź zapytać się rodziców, znajomych, bądź nieznanego na przechodnia. „Czym według Pana/i jest przyjaźń w czasach współczesnych?”. Usłyszymy mnóstwo różnych odpowiedzi, komentarzy, opinii na ten temat, ale wszystkie one będą miały jakąś część wspólną, podobną do siebie.
Wg wikipedii:
Przyjaźń - według Arystotelesa, jedna z cnót, chociaż, w przeciwieństwie do cnót kardynalnych, nie jest ona cnotą normatywną. Filozof ten twierdzi także, że istnieje kilka rodzajów przyjaźni: idealna (teleia philia, będąca wartością samą w sobie), oraz takie, z których każda ma spełniać pewien cel (przyjemność lub użyteczność).
Większość ludzi uważa, że ich przyjaciele dobrze ich znają. Jednak badania wykazały, że w większości przypadków jest to złudzenie związane z chęcią poprawy samooceny. Wierząc, że przyjaciołom zależy na nas, budujemy poczucie własnej wartości.
Przyjaźń w kontekście socjologicznym jest silnie związana z nieprzyjaźnią. Wspólny wróg bardzo skutecznie cementuje więzi między przyjaciółmi, a jednym z narzędzi służących do tego jest plotka. Przyjaciele mają tendencję do wyolbrzymiania negatywnych cech swych nieprzyjaciół i pomijania ich cech pozytywnych.”[1]
Jest to więź pomiędzy różnymi ludźmi, łącząca ich w sposób mentalny, fizyczny, psychiczny. Łączy ich wspólna pasja, zainteresowania, upodobania, zajęcia. Więzi przyjaźni możemy dostrzec w wielu zespołach muzycznych, ekipach tanecznych, grupach zawodowych, paczkach znajomych (studentów), lub znajomych ze studiów.
            Mamy również biologiczne upodobania związane z chęcią zaprzyjaźnienia się z innymi ludźmi. Jak wynika z badań: „przyjaźń może mieć tło genetyczne: najsilniejsze więzy łączą nas z ludźmi genetycznie do nas podobnymi. Może to jednocześnie tłumaczyć istnienie uprzedzeń rasowych i innych form ksenofobii.”[2]
Po drugie sam akt nawiązywania przyjaźni ma również podłoże biologiczne jest ściśle związany z tak zwanym pierwszym wrażeniem. Z badań wynika, że: „nieświadomą decyzję o chęci bliższego poznania danej osoby podejmujemy w ciągu zaledwie 10 minut od pierwszego kontaktu z nią.”[3]
            Rozróżniamy wiele odmian przyjaźni zaczynając od damsko-damskiej, męsko-męskiej, damsko-męskiej, człowiek-zwierzę, człowiek-wymyślony przyjaciel, człowiek-natura, człowiek-jego wewnętrzne ja, a kończąc na relacji człowiek-świat duchowy. Każda z nich w jakiś sposób wpływa na człowieka i jego zdrowie psychiczne i równowagę stanu biologicznego. Jedni mówią, że nie może istnieć przyjaźń damsko-męska bez miłości między nim. Owszem jest w tym jakaś prawda, więź jaka łączy tych ludzi jest jedną z silniejszych i zawsze istnieje ryzyko powstania między nimi miłości. Ale jaki wymiar osiągnie to uczucie zależy i włącznie od nich samych. Czy to będzie miłość platoniczna, braterska oparta tylko na wzajemnym wspieraniu siebie w trudnych chwilach albo, w niektórych przyjaźń damsko-męska dała początek wieloletnim związkom, lub małżeństwom. 
„Czym sen dla ciała, tym przyjaźń dla ducha – odświeża siły”  Cyceron
            A co jeśli przyjaźń nie istnieje już w tym wieku? To jak nazwać tą relacje między ludźmi, tą więź? Uzależnieniem? Przymusem? Kaprysem? Do czego może służyć przyjaźń, a raczej ta relacja między ludźmi w tym wieku? Może do uzyskania lepszego statusu wśród innych, ustawienia się wysoko w drabinie hierarchii towarzystwa albo do zaspakajania potrzeby wygadania się i wyżalenia. Zwykłego wykorzystania drugiej osoby, by ta potwierdzała nam, że „to co robie jest dobre i słuszne” i broń Boże nigdy nie spróbowała mnie skrytykować i powiedzieć co ona tak naprawdę myśli na dany temat, lub mój.
Czy tak wyglądają Twoje relacje z innymi ludźmi, lub Twoi „przyjaciele” tak traktują Ciebie? Jeśli tak to zastanów się, czy tego tak naprawdę oczekujesz od niej, lub od niego? Albo czy Ty tak traktujesz innych? Naprawdę proponuję Ci zastanów się i zadaj sobie sam/a pytanie „czy tak sobie wyobrażasz przyjaźń?”.
„Chcąc być czyimś przyjacielem, trzeba stać się godnym przyjaźni”
Mikołaj Gogol

W sumie dlaczego taki obraz przyjaźni nas nie dziwi? Czy to nie jest już współczesne zniekształcenie pojęcia jakim była i jest przyjaźń? Socjologów nie dziwi, ponieważ z punktu socjologicznego „przyjaźń to jest silnie związana z nieprzyjaźnią. Wspólny wróg bardzo skutecznie cementuje więzi między przyjaciółmi, a jednym z narzędzi służących do tego jest plotka.”[4] Przyjaciele mają tendencję do wyolbrzymiania negatywnych cech swych nieprzyjaciół i pomijania ich cech pozytywnych. Czy taki obraz częściej możemy zauważyć w XXI wieku? Czy to prawda, że w tym wieku ludzie żyją w nieustannej wojnie i nieprzyjaźni? Czy wciąż dążymy do tego, by być lepszymi od innych, mieć i posiadać więcej niż on, ona, oni? Czy aż tak się zaślepiliśmy własnym egoistycznym ja?
Dlaczego ludzie w tym wieku (nie bójmy się go nazwać po imieniu) egoizmu już zapomnieli jakim pięknym darem jest ofiarowanie się drugiemu człowiekowi? Bycie dla niego otuchą, wsparciem, bratem, siostrą, aniołem stróżem, spowiednikiem, terapeutą. I tak można wciąż wymieniać te synonimy określające tą jedną osobę na którą mówimy przyjaciel. Czy wciąż na świecie, w Polsce, w Gdańsku, gdziekolwiek można spotkać taki wymiar przyjaźni? Gdzie jeden drugiemu się poświęca i w zamian niczego nie oczekuje, no chyba, że naszego uśmiechu. Który i tak nas wiele nie kosztuje. Dla mnie osobiście uśmiech jest najcenniejszą zapłatą i darem jakim mogą mi się, lub ja im od wdzięczyć. W tym prostym geście zawierają się najpiękniejsze słowa „dziękuje”, „dobrze, że jesteś”, nawet „kocham cię”. Ciesz się jeśli zaznasz w życiu choć przez krótką chwile takiej przyjaźni, w jakiej ktoś odda Ci się w całości, a w zamian starczy mu tylko Twój mały uśmiech.

„Dobry przyjaciel jest wielkim darem nieba” Platon
„Gdzie przyjaźń jest prawdziwa, tam jedna dusza ożywia dwa ciała” Arystoteles

Przyjaciel

„Nawet cień przyjaciela starczy, 
aby uczynić człowieka szczęśliwym.” Menander


Idę sam…
idę sam przez las?
idę sam przez dolinę?

Czy idę sam?

jest zimno…
pochmurny dzień…
szarość wokół mnie…

Idę sam..
idę sam po plaży?
idę sam po moście?

Czy idę na pewno sam?

słońce wyszło zza chmur…
ujrzałem go…
choć czułem i słyszałem wcześniej…

choć czułem i słyszałem…
to nie widziałem.


Nie idę już sam…
nie idę już sam…

przez las…
dolinę…

po plaży…
moście…

w końcu nie idę już sam,
bo w końcu ujrzałem…
swój cień,
swojego towarzysza,

swojego przyjaciela!
przyjaciela!
Władysławowo
                1 XI 2011


[1] http://pl.wikipedia.org/wiki/Przyja%C5%BA%C5%84
[2] http://www.eurekalert.org/pub_releases/2005-07/aps-ogm072605.php
[3] http://www.eurekalert.org/pub_releases/2004-09/osu-sf090704.php
[4] http://www.eurekalert.org/pub_releases/2005-11/cdri-gct111305.php

czwartek, 20 października 2011

Najmłodsi męczennicy 21 wieku, czyli ... dzieci!

      Czym we współczesnym świecie jest i jaki wymiar moralny, etyczny ma przemoc oraz patologia w świecie dziecka? Jak ona wpływa w innych ("obserwatorów" i na same ofiary)? Czy ogół społeczeństwa choć w najmniejszym stopniu wie co się dzieje, gdzieś w świecie z "dziećmi ulicy", prostytucją i handlem dziećmi? Nawet ich to nie interesuję. Co ich mogą interesować inne, obce dzieci, których nigdy w życiu nie widzieli i nawet nie zobaczą. 
   W sumie mają rację, ale czy na pewno?  Zawsze mają możliwość pojechania tam na wakacje, w sprawach biznesowych, lub innych. Jak to widzą tam na własne oczy to wielce "krzyczą" "Jak to jest możliwe?!", ale tylko przez krótką chwile, aż inni nie skierują ich na "tor ciszy" ( nam silentium ). Bardziej przeraża mnie fakt dlaczego nie zauważają tego samego albo podobnego problemu na swoim "własnym podwórku" i za "ścianą swojego domu"? 
    Jak można nie dostrzegać cierpienia i bólu tych małych "dorosłych ludzi"? Oni również mają swoje uczucia, plany, marzenia. Jak można im to bezkarnie odbierać za pomocą patologi, przemocy, wojen, chęci zarobku? Jak można je co dzień bombardować taką ilością przemocy, wulgarniej treści i tym wszystkim co złe we współczesnym świecie. Świecie 21 wieku. Wieku najmłodszych męczenników świata! Świata cierpiącego na amoralizm, brak zachowań etycznych. Świata chorego na (miejmy nadzieje że na nieuleczalną chorobę)  ślepotę współczesności ( contemporary caecitate ) albo na ślepotę 21 wieku ( caecitate 21 century )! Świata zagłębionego w swoim egoizmie, w swym materializmie! 

"... a nawet miliarda"

Tłumy przybyły…
Tłumy zasiadły…

Zasiadły w operze…
Zasiadły w lożach…

Tu gawędzą…
Tam gawędzą…

Syrena zawyła!
Zapadła grobowa cisza…

Słychać echo ciszy…
ciszy…

tak przeszywającej
tak okrutnej

aż krew wypływa
zza rogu

To nie krew jednego
To krew miliona

co przemówić nie może

co widzi
i nie może krzyczeć

miliona…

co woła
i ich nie słyszą

miliona…

co płacze
a łez nie rodzą

miliona…

miliona…!

a nawet
miliarda…
                                                                                                                      Gdańsk
                                                                                                                      9 X 2011

poniedziałek, 3 października 2011

"Rozprawa o trudnych sprawach w naszym życiu"


            Jak we współczesnym świecie przetrwać trudne chwile? To jedno z wielu pytań zadawanych przez młodych ludzi i nie tylko. No. Jak można przetrwać nasze bóle, cierpienia i udręki zadawane nam co dzień przez kapryśny los?

         Można je przetrwać na wiele sposobów i jest naprawdę wiele metod od dobrych aż po te złe. Różnią się one między sobą jakością wykonania jak i efektywnością oraz skutecznością. Zacznę na początku od tych złych i gorszych. Dlaczego od nich najpierw zacznę, ponieważ trzeba uświadomić ludziom współcześnie żyjącym, że istnieją o wiele lepsze metody choć wymagają więcej od nas samych, lecz w skutkach są długotrwałe.

        Większość z nas słyszała pewnie kiedyś w telewizji, radiu od znajomych, o samobójstwie. Według encyklopedycznego opisu jest to akt celowego, świadomego odebrania sobie życia”[1]. Należy ono do jednych najgorszych wyborów, a najczęściej wybieranych w ciężkich chwilach. W mowie potocznej samobójstwo jest opisywane wieloma określeniami na przykład „3ż”, „sznureczek”, „żyłka”, „długi sen”, „śmiertelny sen”, „skok radości”, „jump” i tak dalej można wymieniać. Należą one wszystkie do tej jednej i tej samej kategorii, czyli nieodwracalnych potknięć ludzi. Czy to dlatego posuwają się oni do tak zwanej przez nich „ostateczności”? O ile można ją tak nazwać? Kolejne pytanie to czy tak naprawdę targnięcie się na swój żywot jest dobrym rozwiązaniem? Z egoistycznego punktu widzenia można byłoby odpowiedzieć twierdząco, bo w każdym z nas drzemie jakaś cząstka egoizmu. Trzeba również przypatrzyć się dokładniej przyczynie tego „wyboru”. Co musiało się stać, że targamy się na swoje życie, czy aż tak bardzo nie doceniamy jego sensu, jego znaczenia dla innych i nas samych? Na te pytania można usłyszeć wiele odpowiedzi, ale także wiele przemilczeń, chwil ciszy i zadumy. Nad tym czy ich wybór był na pewno właściwym, czy był to wybór świadomy czy tylko emocjonalny zryw „głupoty”, chwilki słabości.

Akurat w sprawie tych zadum istnieje wiele mniej radykalnych rozwiązań problemu. Jako przykład może posłużyć nam bardzo prosta czynność. Modlitwa. Czym tak właściwie ona jest? Opisy książkowe i encyklopedyczne mówią, że modlitwa to nic innego jak najważniejszy rytuał i jedna z podstawowych form kultu religijnego. Polega na skierowaniu swoich myśli do istoty lub istot, mogących być lub będących przedmiotem kultu (bogowie, święci, aniołowie), czyli do sfery sacrum. Jeżeli modlitwa jest werbalizowana, określana jest jako ustna, jeżeli nie jest wokalizowana, nazywana jest modlitwą myślną.[2]. Tak teraz część z was może myśleć jak to ma pomagać jeśli nie wierzę, lub nie jestem chrześcijaninem, muzułmaninem czy wyznawcą innej religii, czynnie uczestniczącym w tym akcie. Modlitwa nie jest niczym innym jak rozmowa z samym sobą albo jak auto-, samoanalizą psychologiczną samego siebie. Niedanymi trudnościami w tej czynności mogą nasz lęk, leniwość, brak chęci, bądź po prostu brak umiejętności słuchania siebie i innych. Zamiast modlitwy można również poszukać rozwiązania w księgach religijnych takich jak „Biblia”, „Koran”, „Tora”, czy też inna księga religijna, lub „mądra książka”.

Kolejnym rozwiązaniem może być wiara, że siła wyższa w chwili beznadziei, osamotnienia ześle nam rozwiązanie, lub anioła, stróża, ducha, który nas wesprze, ochroni przed błędami, problemami, złem, „własną głupotą”. Jak można poznać lub znaleźć takiego „anioła”, kim on może być? W sumie każdym przypadkowo poznaną osobą, wymyśloną postacią, zwierzęciem, domowym pupilkiem, spowiednikiem, członkiem rodziny. Wykonuje ona, a raczej oddaje się swojej „robocie” i to bardzo dobrze zawsze ze wszystkich sił stara się wydostać nas z „mgły współczesnych” problemów, trudności i  dołków. Niekiedy określamy go prostym określeniem, a raczej nazywamy PRZYJACIELEM.

Inną metodą jest udanie się, lub ucieczka do swojej „Itaki”, samotni. Miejsca w którym możemy na spokojnie pomyśleć, ochłonąć albo odprężyć umysł. Gdzie możemy poukładać sobie wszystkie fakty, myśli w porządku i harmonii. Ogarnąć wszystkie złe wspomnienia, myśli emocje tak zwany „gul”, „ciśnienie”. Schować się tam i odpocząć od brutalnego i szarego świata 21 wieku, gdzie co chwile dzieje się coś co nie powinno albo coś czego słowem się nie opisze.

Na sam koniec tego rozważania, lub „rozprawy o…” na temat trudnych chwil powiem tylko, że naprawdę nie warto popełniać błędów cudzych, lecz z nich czerpać jak najwięcej i uczyć się na ich przykładzie. Bronić innych przed „błędem życia”. Najlepiej jest zostać czyimś „aniołem” i strzec go od „zła”. „Bo nawet najciemniejsze rzeczy muszą kiedyś zajaśnieć”.


[1] http://pl.wikipedia.org/wiki/Samob%C3%B3jstwo
[2] http://pl.wikipedia.org/wiki/Modlitwa

środa, 14 września 2011

Nie lękajcie się nowego... bądźcie odważni... bądźcie tolerancyjni... bądźcie...

           Czym jest odwaga w XXI wieku? Jak nie wielu jest, bądź było ludzi, którzy nie bali się walczyć, przeciwstawić się powszechnej idei, nurtu, mani. Jak nie wielu ludzi walczyło o swoją myśl, idee, tezę, o siebie samego? Jak wielu z nich przypłaciło to kompromitacją, nienawiścią, prześladowaniem, a nawet i życiem? Dlaczego ludzie w świecie 21 wieku, jaki i wieków poprzednich  mają tak niską, tak słabą tolerancję wobec "Nowatorów"? Wobec tych, którzy tworzą coś odmiennego, coś oryginalnego, coś ponad swą "erę" i swój czas. jak to jet możliwe, że ludzie się nie nauczyli tej prostej rzeczy w ciągu całego swego istnienia, a jest to rzecz tak łatwa tak prosta. Lecz ludzie wciąż się boją nowego, czegoś co może, lecz nie musi być lepsze od obecnego. Jak można wpłynąć na tą rzesze ludzi i udowodnić, pokazać, przekonać by się nie lękała, by się nie bała?





Nie bój się

„ Niebój się wypłyń na głębie ” Jan Paweł II

Ojciec patrzy
kapłan patrzy
pasterz patrzy
przyjaciel patrzy

Tak to on patrzy

to Lolek patrzy
to Karol patrzy
to ksiądz patrzy
to biskup patrzy
to kardynał patrzy
to Ojciec patrzy

i woła!
i woła!

do mnie…
do ciebie…
do was…
i do nich…

Nie lękaj się
Nie bój się

żyć i być

być człowiekiem
człowiekiem stworzonym
dla drugiego człowieka

Nie lękaj się
Nie bój się

wypłyń na głębie
morza współczesności
morza XXI wieku
Lednica 2011

poniedziałek, 5 września 2011

Protest

     Ostatnio naoglądałem się w wiadomościach, dokumentach, reportażach różnych scen z życia świata nawet nie tego tak odległego jak Daleki czy Bliski Wschód albo północna Afryka, ale na temat własnego podwórka. To co zobaczyłem wstrząsnęło mnie jak to możliwe, że nikt z tym nic nie robi. Jak to możliwe, żeby człowiek był w stanie zabić tylko po to, by.. nie wiem. Przecież nic nie osiąga dzięki temu, a traci wiele, na przykład swoja duszę, wrażliwość, swe człowieczeństwo. Gdziekolwiek, by przebywać Zło dopada nas naszych znajomych, krewnych, lub w ogóle nie znanych nam osób, zabijając ich w imię niczego, bo tylko tak można nazwać morderstwo, zbrodnię w imię "idei zła", która ma na celu niszczyć i zniszczyć to co inne, obce, nie znane. Dlaczego ten świat jest tak ahumanitarny albo antyhumanitarny, czemu wciąż na ulicy mijam tych głuchych ślepców? Świat układów, przemilczeń, kłamstw i kłamstewek. Współczesny świat pełen głuchych ślepców 21 wieku. Wieku autodestrukcji, anty humanitaryzmu, wieku materializmu, pieniądza i egoistycznego bogactwa. "Boże mniej nas w opiece."

NIE!!!

Krzyk i śmiech…

drwina!
„płacz…
płacz sobie płacz.”

Gdzie jest ten ład?
Gdzie jest ten raj?
Gdzie…?

Po co te pytania…
głuche i bez echa…

pytanie retoryczne?
a bez odpowiedzi…

i po co tu pytać
jeśli wokół Ciebie
głusi…
ślepi…
analfabeci…

Którzy i tak nic
nie powiedzą
bo niby
nie widzą
nie słyszą
nie rozumieją

nie…

ja im mówię

Dosyć tego!!!

NIE!!!

                                                                                                                      CPH (Kopenhaga)
                                                                                                                      13 VIII 2011

sobota, 11 czerwca 2011

Cywilizacji "wielkiego antyhumanitaryzmu"

          Wracając wspomnieniami do wydarzeń z początku tego roku, zastanawiam się czym jest wojna w XXI wieku, w epoce "wielkiego rozwoju cywilizacji". Cywilizacji, która doprowadza się na skraj, a raczej skacze ze skrajności w skrajność. Jak to jest możliwe, że po doświadczeniu przez tą cywilizację tylu zbrodni, bez sensownej śmierci z powodu idei, filozofii i religii ludzie żyjący w tej cywilizacji globu ziemskiego wciąż pozwalają na istnienie w samym jej środku cywilizacji "wielkiego antyhumanitaryzmu"? Jak można pozawalać na to żeby człowiek zabijał drugiego, bo mu przeszkadza, przeszkadza w realizowaniu swej wizji. Wizji świata, w którym to on jest "panem" życia, lub śmierci? Albo jak może wyglądać humanitaryzm w XXI wieku, kiedy to jeden człowiek cieszy się ze śmierci drugiego? Jak można się cieszyć, że kogoś zamordowano? No jak?! Żyjąc w takim świecie strach jest się nie bać, że ktoś, gdzieś za chwile Ciebie, kogoś z Twojej rodziny lub mnie zabije i będzie miał z tego satysfakcje inni przejdą koło tego i się nie zainteresują tym. Bo są ślepi! Są zaślepieni swym egoizmem, strachem przed nowym, strachem przed porządkiem, szczęściem, równością? Jak tak można! To jest moje pytanie. JAK TAK MOŻNA?!


Wojna w XXI wieku

Wojny smak…
to jest niesmak.

To niesmak życia…
to niesmak biedy…
głodu,
ubóstwa,

śmierci !

Aż cuchnie śmiercią
aż ją czuć tu
tu z daleka

Czuć jej smród
jej stęchliznę

ten zapach
aż nie dopisania
aż nie do zniesienia
aż nie do…

uwierzenia…

że człowiek człowiekowi,
grób za życia już kopie.
                                                                       Władysławowo
                                                                       20 IV 2011