czwartek, 20 października 2011

Najmłodsi męczennicy 21 wieku, czyli ... dzieci!

      Czym we współczesnym świecie jest i jaki wymiar moralny, etyczny ma przemoc oraz patologia w świecie dziecka? Jak ona wpływa w innych ("obserwatorów" i na same ofiary)? Czy ogół społeczeństwa choć w najmniejszym stopniu wie co się dzieje, gdzieś w świecie z "dziećmi ulicy", prostytucją i handlem dziećmi? Nawet ich to nie interesuję. Co ich mogą interesować inne, obce dzieci, których nigdy w życiu nie widzieli i nawet nie zobaczą. 
   W sumie mają rację, ale czy na pewno?  Zawsze mają możliwość pojechania tam na wakacje, w sprawach biznesowych, lub innych. Jak to widzą tam na własne oczy to wielce "krzyczą" "Jak to jest możliwe?!", ale tylko przez krótką chwile, aż inni nie skierują ich na "tor ciszy" ( nam silentium ). Bardziej przeraża mnie fakt dlaczego nie zauważają tego samego albo podobnego problemu na swoim "własnym podwórku" i za "ścianą swojego domu"? 
    Jak można nie dostrzegać cierpienia i bólu tych małych "dorosłych ludzi"? Oni również mają swoje uczucia, plany, marzenia. Jak można im to bezkarnie odbierać za pomocą patologi, przemocy, wojen, chęci zarobku? Jak można je co dzień bombardować taką ilością przemocy, wulgarniej treści i tym wszystkim co złe we współczesnym świecie. Świecie 21 wieku. Wieku najmłodszych męczenników świata! Świata cierpiącego na amoralizm, brak zachowań etycznych. Świata chorego na (miejmy nadzieje że na nieuleczalną chorobę)  ślepotę współczesności ( contemporary caecitate ) albo na ślepotę 21 wieku ( caecitate 21 century )! Świata zagłębionego w swoim egoizmie, w swym materializmie! 

"... a nawet miliarda"

Tłumy przybyły…
Tłumy zasiadły…

Zasiadły w operze…
Zasiadły w lożach…

Tu gawędzą…
Tam gawędzą…

Syrena zawyła!
Zapadła grobowa cisza…

Słychać echo ciszy…
ciszy…

tak przeszywającej
tak okrutnej

aż krew wypływa
zza rogu

To nie krew jednego
To krew miliona

co przemówić nie może

co widzi
i nie może krzyczeć

miliona…

co woła
i ich nie słyszą

miliona…

co płacze
a łez nie rodzą

miliona…

miliona…!

a nawet
miliarda…
                                                                                                                      Gdańsk
                                                                                                                      9 X 2011

poniedziałek, 3 października 2011

"Rozprawa o trudnych sprawach w naszym życiu"


            Jak we współczesnym świecie przetrwać trudne chwile? To jedno z wielu pytań zadawanych przez młodych ludzi i nie tylko. No. Jak można przetrwać nasze bóle, cierpienia i udręki zadawane nam co dzień przez kapryśny los?

         Można je przetrwać na wiele sposobów i jest naprawdę wiele metod od dobrych aż po te złe. Różnią się one między sobą jakością wykonania jak i efektywnością oraz skutecznością. Zacznę na początku od tych złych i gorszych. Dlaczego od nich najpierw zacznę, ponieważ trzeba uświadomić ludziom współcześnie żyjącym, że istnieją o wiele lepsze metody choć wymagają więcej od nas samych, lecz w skutkach są długotrwałe.

        Większość z nas słyszała pewnie kiedyś w telewizji, radiu od znajomych, o samobójstwie. Według encyklopedycznego opisu jest to akt celowego, świadomego odebrania sobie życia”[1]. Należy ono do jednych najgorszych wyborów, a najczęściej wybieranych w ciężkich chwilach. W mowie potocznej samobójstwo jest opisywane wieloma określeniami na przykład „3ż”, „sznureczek”, „żyłka”, „długi sen”, „śmiertelny sen”, „skok radości”, „jump” i tak dalej można wymieniać. Należą one wszystkie do tej jednej i tej samej kategorii, czyli nieodwracalnych potknięć ludzi. Czy to dlatego posuwają się oni do tak zwanej przez nich „ostateczności”? O ile można ją tak nazwać? Kolejne pytanie to czy tak naprawdę targnięcie się na swój żywot jest dobrym rozwiązaniem? Z egoistycznego punktu widzenia można byłoby odpowiedzieć twierdząco, bo w każdym z nas drzemie jakaś cząstka egoizmu. Trzeba również przypatrzyć się dokładniej przyczynie tego „wyboru”. Co musiało się stać, że targamy się na swoje życie, czy aż tak bardzo nie doceniamy jego sensu, jego znaczenia dla innych i nas samych? Na te pytania można usłyszeć wiele odpowiedzi, ale także wiele przemilczeń, chwil ciszy i zadumy. Nad tym czy ich wybór był na pewno właściwym, czy był to wybór świadomy czy tylko emocjonalny zryw „głupoty”, chwilki słabości.

Akurat w sprawie tych zadum istnieje wiele mniej radykalnych rozwiązań problemu. Jako przykład może posłużyć nam bardzo prosta czynność. Modlitwa. Czym tak właściwie ona jest? Opisy książkowe i encyklopedyczne mówią, że modlitwa to nic innego jak najważniejszy rytuał i jedna z podstawowych form kultu religijnego. Polega na skierowaniu swoich myśli do istoty lub istot, mogących być lub będących przedmiotem kultu (bogowie, święci, aniołowie), czyli do sfery sacrum. Jeżeli modlitwa jest werbalizowana, określana jest jako ustna, jeżeli nie jest wokalizowana, nazywana jest modlitwą myślną.[2]. Tak teraz część z was może myśleć jak to ma pomagać jeśli nie wierzę, lub nie jestem chrześcijaninem, muzułmaninem czy wyznawcą innej religii, czynnie uczestniczącym w tym akcie. Modlitwa nie jest niczym innym jak rozmowa z samym sobą albo jak auto-, samoanalizą psychologiczną samego siebie. Niedanymi trudnościami w tej czynności mogą nasz lęk, leniwość, brak chęci, bądź po prostu brak umiejętności słuchania siebie i innych. Zamiast modlitwy można również poszukać rozwiązania w księgach religijnych takich jak „Biblia”, „Koran”, „Tora”, czy też inna księga religijna, lub „mądra książka”.

Kolejnym rozwiązaniem może być wiara, że siła wyższa w chwili beznadziei, osamotnienia ześle nam rozwiązanie, lub anioła, stróża, ducha, który nas wesprze, ochroni przed błędami, problemami, złem, „własną głupotą”. Jak można poznać lub znaleźć takiego „anioła”, kim on może być? W sumie każdym przypadkowo poznaną osobą, wymyśloną postacią, zwierzęciem, domowym pupilkiem, spowiednikiem, członkiem rodziny. Wykonuje ona, a raczej oddaje się swojej „robocie” i to bardzo dobrze zawsze ze wszystkich sił stara się wydostać nas z „mgły współczesnych” problemów, trudności i  dołków. Niekiedy określamy go prostym określeniem, a raczej nazywamy PRZYJACIELEM.

Inną metodą jest udanie się, lub ucieczka do swojej „Itaki”, samotni. Miejsca w którym możemy na spokojnie pomyśleć, ochłonąć albo odprężyć umysł. Gdzie możemy poukładać sobie wszystkie fakty, myśli w porządku i harmonii. Ogarnąć wszystkie złe wspomnienia, myśli emocje tak zwany „gul”, „ciśnienie”. Schować się tam i odpocząć od brutalnego i szarego świata 21 wieku, gdzie co chwile dzieje się coś co nie powinno albo coś czego słowem się nie opisze.

Na sam koniec tego rozważania, lub „rozprawy o…” na temat trudnych chwil powiem tylko, że naprawdę nie warto popełniać błędów cudzych, lecz z nich czerpać jak najwięcej i uczyć się na ich przykładzie. Bronić innych przed „błędem życia”. Najlepiej jest zostać czyimś „aniołem” i strzec go od „zła”. „Bo nawet najciemniejsze rzeczy muszą kiedyś zajaśnieć”.


[1] http://pl.wikipedia.org/wiki/Samob%C3%B3jstwo
[2] http://pl.wikipedia.org/wiki/Modlitwa